poniedziałek, 15 lipca 2013

Bo nie wierzę (2013)

Nie wierzę w  wojny przemoc i morderstwa
Nie wierzę w durne zło w imię męczeństwa
Nie wierzę w banki kościoły i pieniądze
Nie wierzę w terroryzm władzę i żądze
Nie wierzę w bóg zapłać i grzechów odpuszczenie  
Nie wierzę w sprawiedliwość kary i więzienie
Nie wierzę w głód biedę i ubóstwo
Nie wierzę w cierpienie samotność i samobójstwo
Nie wierzę w zboczeńców gwałcicieli i pedofilii
Nie wierzę w Jezusa którego ponoć zabili
Nie wierzę w umieranie ani w zmartwychwstanie
Nie wierzę nocą że jeszcze dzień nastanie
Nie wierzę w przyjaźń miłość i zdradę
Nie wierzę w ludzi stawiających barykadę
Nie wierzę w papierosy alkohol i narkotyki
Nie wierzę w choroby i coraz gorsze wyniki
Nie wierzę w szaleństwo rozsądek i poświęcenie  
Nie wierzę w pijaństwo i twego ciała jedzenie
Nie wierzę w krew co płynie za grzechy
Nie wierzę w to drzewo co rodzi orzechy
Nie wierzę w artystów twory i sztukę
Nie wierzę w przywódców słowa i naukę
Nie wierzę w strach smutek i łzy
Nie wierzę w historie że ja to też ty
Nie wierzę w to życie i nawet w tą śmierć
Nie wierzę w to co już mam i w to co chcę mieć
Nie wierzę w bycie i posiadanie
Nie wierzę w wrażliwość pomoc i słuchanie
Nie wierzę w twą szczerość i raj obiecany
Nie wierzę nawet w swoje a tym bardziej w twoje rany
Nie wierzę byś bronił mnie od złego i niewiary
Nie wierzę byś uczynił coś nie do wiary
Nie wierzę w świętych niebo i piekło
Nie wierzę w ciało i słowo co się rzekło
Nie wierzę w ten świat i światy nieznane
Nie wierzę że gdy zasnę to obudzę się i wstanę
Nie wierzę w moją niewiarę i niewiedzę co posiadam
Nie wierzę w swoje myśli co na kartce układam

Więcej rzeczy nie pamiętam w które zapewne nie wierzę
Więc posłuchaj mnie tu panie i moją niewiarę weź w ofierze
Bo nie wierzę że pozwalasz
Bo nie wierzę że nie możesz
Bo nie wierzę że odpuściłeś
Bo nie wierzę że nie pomożesz

Więc nie wierzę w te wszystkie rzeczy i że to wszystko nasza wina
Więc nie wierzę że spokojnie sobie patrzysz jak się to kończy i zaczyna
Bo gdybym był gdybym istniał to nie czekałbym tak długo

Bo gdybym był gdybym istniał to nie czekałbym tak długo

Widzę (2013)


Mój przyjaciel w snach nie widzi twarzy.
Ja widzę je prawie zawsze no chyba, że
nie chcę, ale w takie zdolności nikt i tak
mi nie wierzy.
Stare kino bez foteli.
Projekcja filmu.
Nie mam pojęcia czy to dokument,
a może fabuła?
Wojna, terroryści, obrazy zła.
Niezbyt czytelna projekcja.
Setki osób siedzących na podłodze,
ogromnym dywanie.
Wszyscy wpatrzeni w film, a ja
w samym środku.
Przyglądam się im wszystkim.
Znajome twarze, jakby zahipnotyzowane.
Światło ekranu obnaża setki cieni.
Drastyczna scena w filmie, w której
podcinają człowiekowi gardło.
Wygląda to jak egzekucja.
Relacja na żywo.
W momencie gdy egzekucja zostaje
wykonana to wszystkim na sali
zaczyna tryskać krew z szyi.
Wszyscy umierają w niezliczonej
ilości krwi i wilgoci.

Umierają jak w kinie. 

To tylko sen (2013)

Jest noc, znowu noc, ciepła noc znowu.
Blok przy ulicy pewnego poety na literę S.
Trzecie  piętro, parapet.
Deszcz przestał padać i raczej mnie nie zobaczą.
Więc siadam na parapecie tak jak się siada
w snach.
Wtedy zauważam zaparkowany samochód
po drugiej stronie ulicy  i ktoś tam jest, jest tam.
Tak jak to w śnie bywa ten samochód stoi bez
świateł, tylko postać.
Nie widzę twarzy, a widuję je.
Wychodzę, opuszczam parapet, schodzę.
Schodzę tak jak po schodach, nie widać ich.
Prawie jak Jezus!
W połowie drogi do zaparkowanego auta
odwracam się i patrzę na swoje mieszkanie.
Idę dalej, schodzę.
Otwieram drzwi samochodu i siadam obok.
Nie wiem nadal kim jest.
Pierwsza kropla deszczu wznieciła światło
wewnątrz auta.
Nie wiem kim jest, jest za jasno.
Robi się tak strasznie jasno, że trące wzrok.
Wypadam na chodnik i czołgam się przed siebie.
Pada bardzo mocno, pada wszędzie tylko
nie na mnie.
Słyszę koty i płacz dziecka.
Otwieram przemoczone oczy i zaczynam
sprzątać parapet.
Schodzę, czasami po prostu schodzę...  

Rytm (2013)


Moja bezsenność ma jakby dwie strony.
Miedzy dźwiękiem lodówki, który rozchodzi
się po ścianach i opada, a światłem, które
za każdym razem przenika okna, rolety i
wystukuje ten sam rytm.
Zachowuje się tak jak ryba, która
potrzebuje powietrza, to światło.
I leżę, leżę okryty dźwiękiem pracujących
fabryk i nie mogę zasnąć.
Obserwuję wzory na ścianie i suficie.
Obserwuję samego siebie i myśli i obrazy.
Ciało jakby zmęczone, nieruchome , przegrywa.
Ostatnio często przegrywa, za często przegrywa.
Zostawia odcisk na nieścielonym łóżku, nie śpię.
Wydaje mi się , że opuszczam to ciało i jestem
w  tych wszystkich miejscach, dźwiękach, obrazach.
Bicie serca…
Bicie serca…

Przeraża.